Nie mówi się drugiej osobie źle. Dekalog Spolsky

Mery Spolsky

Mery Spolsky | Fot. Kayax

Kim jest Mery Spolsky? Wyobraźmy sobie, że Agnieszka Osiecka urodziła dziecko Grzegorzowi Ciechowskiemu i porywa je szalony duet „Die Antwoord” – tak można w skrócie zobrazować artystyczną duszę Marysi Żak, która swoim drugim albumem udowadnia, że nie można przypiąć jej jednej łatki.

„Dekalog to zbiór zasad obowiązujących w danym środowisku”

„Dekalog Spolsky”, jak przyznaje sama artystka, to dziesięć zasad Mery Spolsky przedstawionych w dziesięciu piosenkach. W zabawny werbalnie i szalony muzycznie sposób otrzymuemy rady jak pozbyć się codziennych trosk, jak zacząć kochać swoje ciało czy jak dbać o umysł. Przede wszystkim dziesięć przykazań spolsky przypominam nam, że „nie mówi się drugiej osobie źle”, a wszystkim smutnym myślom warto pokazać „FAK-a” – lub zamienić je w „Technosmutek”. A zamiast myśleć o byłych, lepiej zjeść ciastko, bo „zemsta jest słodka jak bigotka”.

"Dekalog Spolsky"
„Dekalog Solsky” | Kayax

Za muzyczną produkcję materiału odpowiada No Echoes, mastering wykonał Rafał Smoleń. Za teksty odpowiedzialna jest jak zwykle Mery Spolsky, która tym razem postawiła na jeszcze więcej gier słownych i gimnastyk językowych. Zdjęciami zajęła się Grymuza, okładkę zaprojektował Mrotek, a Kayax wydał album.

„Kręci się ulica Mazowiecka”

Album otwiera Intro, które zaskakuje sakralnym klimatem, przypominającym wręcz kościelny psalm, żeby po chwili zaskoczyć nas jedną z perełek w karierze artystki, czyli piosenką „Mazowiecka kiecka”, która jest najnowszym singlem promującym wydawnictwo. Szybki, imprezowy bit i chwytliwy niebanalny tekst już od pierwszych sekund sprawiają, że aż chce się przerwać koronawirusową izolację, wybiec na Mazowiecką i tańczyć do rana, a potem wrócić do domu z „tym panem, co wozi nad ranem, spłukane trupy i pijane dupy”.

Ten kawałek to także krótki przegląd tego, co w ostatnim roku królowało w polskiej muzyce, czyli nawiązania do topowych polskich artystów takich jak Dawid Podsiadło, Nosowska, Daria Zawiałow czy The Dumplings.

„Mazowiecka kiecka” to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów tej płyty i kandydat do przeboju nadchodzących wakacji.

Nie będziesz wzywać byłych twych nadaremno

„Bigotka” to popisowy numer na tym albumie i drugi singiel promocyjny. Piosenka to kontynuacja historii, którą poznaliśmy w debiutanckim „Miło było pana poznać”. Jednym z najmocniejszych punktów tego kawałka jest zdecydowanie tekst – pełen świństw, których… tak naprawdę w nim nie ma, ale pojawiają się automatycznie w głowie. Magia muzyki. Posłuchaj i sprawdź.

Muzyczny rollercoaster

Po niegrzecznej „Bigotce” tempo zwalnia. „Szafa Spolsky” to nostalgiczna i poruszająca ballada, której finalnie nie brak jednak mocnych brzmień. O ile cały album jest osobisty, to ten utwór najbardziej. Skierowany jest do Ewy, czyli mamy Mery Spolsky, która zmarła kilka lat temu. Jak przyznała w jednym wywiadów sama artystka, gdyby nie ona, nie byłoby projektu Mery Spolsky.

Po chwili melancholii Mery Spolsky serwuje nam kolejny muzyczny banger. „Sorry From The Mountain” to energetyczny kawałek, który zachęca do tego, aby akceptować sobie ciało, wierzyć w siebie – czcić swoją głowę!

Ostatni kawałek pierwszej części dekalogu znów zwalnia i zaskakuje. „Cieliste rajstopy” przykuwają grą słów i brzmieniami przywołującymi na myśl nostalgiczne piosenki z polskich filmów końca lat ’80, takich jak… „Kogel-Mogel”.

Drugą część „Dekalogu Spolsky” otwiera kolejna perełka. „KA” to piosenka o tym, że można przeklinać… kulturalnie. Soczysty, ciężki bit od pierwszej sekundy sprawia, że chcemy podkręcić głośniki, modląc się, aby nie wkurzyć sąsiadów zza ściany.

Nie mówi się o sobie źle

Siódme przykazanie „Dekalogu Spolsky” brzmi: nie wściekaj się. „Kosmiczna dziewczyna” wprowadza nas w chilloutowy, międzygalaktyczny świat cekinów, którego nie chce się szybko opuszczać.

Kolejny kawałek to największe zaskoczenie dla tych, którzy tak jak ja poznali Mery na 36. Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. „FAK” to brzmieniowo najbardziej agresywny utwór na tym albumie z rave’owym refrenem, przywodzącym na myśl produkcje „Dien Antwoord”. Przypominajmy aż do bólu: nie mówimy o sobie źle, a tym, którzy mówią źle o nas, pokazujemy FAK-a i robimy swoje!

Nie będziemy żałować

Przedostatnie przykazanie to piosenka „Blond włosy”, która jest kolejnym muzycznym eksperymentem na tym krążku. Nawiązania do pokolenia social-mediów pojawiały się już w poprzednich utworach, a tutaj mamy puentę dotyczącą uciekania do cyber-przestrzeni.

Ostatni element „Dekalogu Spolsky” to moja trzecia perełka tego albumu. „Technosmutek” już od pierwszych dźwięków sprawia, że trudno usiedzieć w miejscu. To jeden z tych kawałków, do których można wracać latami – szczególnie, gdy dopada nas smutek, który trzeba jak najszybciej przemienić w technosmutek.

Ale, ale… to jeszcze nie koniec! Artystka zaserwowała nam jeszcze bonus spolsky, czyli nagrany z raperem Igorillą singiel „Ups!”, który tak naprawdę zwiastował nową erę Mery Spolsky. Smaczku dodaje fakt, że to jedna z najbardziej grzesznych produkcji w jej karierze.

Drugim albumem Mery Spolsky pokazuje, że nie da się zaszufladkować i przypiąć sobie jednej łatki. „Dekalog Spolsky” to niekonwencjonalny koncept, który balansuje na granicy kiczu i w innych rękach mógłby nie wypalić. Tym razem artystka odłożyła swoją ukochaną gitarę trochę na bok na rzecz elektronicznych brzmień i rapu. Smaczku dodaje ciekawostka, że część dźwięków Mery zarejestrowała dosłownie we własnej… szafie. Jeżeli dokładnie się wsłuchamy, odkryjemy odgłosy stukających wieszaków czy szpilek.

„Dekalog Spolsky” to zupełnie autorska i przede wszystkim autentyczna, nieco awangardowa produkcja, której czasu nie warto żałować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *