Czy prawdziwy Kościół przetrwa? Nowa książka Pawła Lisickiego

„Dogmat i tiara” Pawła Lisickiego to książka o porzuceniu dogmatu i o paraliżu zasady dogmatycznej. O zjawisku, kiedy jawni heretycy robią kościelne kariery. O uśmiercaniu dogmatu, które przypomina eutanazję.

"Dogmat i tiara" - Paweł Lisicki, Wydawnictwo Fronda

"Dogmat i tiara" - Paweł Lisicki, Wydawnictwo Fronda

Premiera nowej książki Pawła Lisickiego zbiegła się z drugą falą pandemii koronawirusa, która jest nie lada wyzwaniem dla katolików, w znacznej części pozbawionych możliwości uczestniczenia w kościelnych nabożeństwach, przynajmniej fizycznie.

W Polsce to ograniczenia dotyczące ilości wiernych przebywających w świątyni i komunia udzielana tylko do rąk, ale inne kraje poszły o krok dalej – jak np. Włochy, gdzie już na początku pandemii pozamykano kościoły, a biskupi zrezygnowali z udzielania sakramentów.

W niektórych krajach możemy dziś obserwować nagłe nawrócenie – np. w ultra antykatolickiej Francji, która w obliczu nie tylko pandemii, ale i islamskiego terroryzmu, zniewolenia przez poprawność polityczną i lewackiej dominacji, wyszła na ulice, aby odmawiać wspólnie różaniec przed kościołami i stoją w długich kolejkach do wychodzących na ulice księży.

Czy jesteśmy świadkami upadku?

Izolacja, ograniczenie życia towarzyskiego i rozrywek to idealny czas, aby się zatrzymać i popracować nad własną duchowością. To czas, aby zastanowić się czym tak naprawdę jest katolicyzm, czy jesteśmy świadkami jego upadku, dlaczego Kościół ma dziś problemy – i jaka jest nasza wiara.

„Dogmat i tiara” Lisickiego to jesienny „must have” nie tylko dla każdego katolika, ale przede wszystkim dla młodych, którzy omamieni lewackim mainstreamem, maszerują po ulicach z czerwoną błyskawicą, a potem nie rozumieją, dlaczego ksiądz nie chce dopuścić ich do bierzmowania.

Paweł Lisicki w swojej nowej książce wskazuje, że żyjemy w epoce, w której język przestał odnosić się do rzeczywistości, a współcześni hierarchowie używają go jako narzędzia do osiągania konkretnych celów politycznych i propagandowych.

„Swąd szatana dostał się przez jakąś szczelinę”

Autor zwraca uwagę na to, że swój udział w upadku rzymskiego katolicyzmu mają ci na samej (ziemskiej) górze. Mowa tu o papieżach, którzy w ostatnich kilkudziesięciu latach od soboru krytykują Kościół, jakby ten był zewnętrznym organizmem, na który nie mają wpływu. „Swąd szatana dostał się przez jakąś szczelinę – wskazuje Lisicki i zastanawia się, dlaczego nikt nie rzuca się do walki z nim i nie próbuje go zatamować.

Publicysta tłumaczy, że wspomniany swąd przedostał się do Kościoła wskutek paraliżu zasady dogmatycznej, a myślenie niekatolickie zaczęło dominować w punkcie historii, który łatwo wskazać palcem.

O tym jak heterycy, działając w podziemiu, wpływali na myślenie współczesnych hierarchów oraz o tym, jaki wpływ na autorytet Kościoła miała II wojna światowa, dokładnie możemy prześledzić na przykładzie młodego Josepha Ratzingera, znanego później jako papież Benedykt XVI.

Paweł Lisicki tłumaczy w swojej publikacji na tak niepokojące zjawiska jak fakt, że historycznie daną i opartą na chrześcijańskim Objawieniu modlitwę zastępuje abstrakcyjny dialog między abstrakcyjny Ja – Ty.

Autor wskazuje, że wiara nie jest przylgnięciem rozumu do konkretnej treści objawionego słowa, ale intensywnym uczuciem, świadomością przeżywania własnej samotności i pragnienia miłości nieskończonej.

Kościół jak towar?

Jednym ze spostrzeżeń Lisickiego jest próba dostosowywania się Kościoła do oczekiwań współczesnych, którego hierarchowie zaczynają zachowywać się jak spece od marketingu, próbujący dostosować „towar” do „rynku”.

Niestety od lat jesteśmy świadkami zjawiska, polegającego na tym, że Kościół odcina się od swojej określonej przez wieki roli i próbuje usunąć z wiary to, co niewygodne dla hedonistycznego człowieka XXI wieku – są to apodyktyczność, posłuszeństwo czy potępienie błędu.

Dziś mówiąc o prawach człowieka mamy na myśli głównie własną wygodę. A mówiąc o wolności, równości i braterstwie, powinniśmy mieć na myśli wiarę, nadzieję i miłość oraz pragnienie sprawiedliwości społecznej, odwołując się do ośmiu błogosławieństw.

Tradycja czy hybryda – jaki będzie Kościół przyszłości?

Książka Pawła Lisickiego to obszerna, bo licząca niemal 500 stron, analiza błędów Kościoła, które dostrzec łatwo, ale nikt nie kwapi się, by przyznać się do nich i wyciągnąć z nich wnioski. Nie wiadomo, w którą stronę podąży ostatecznie katolicyzm ekumeniczny i gdzie zatrzyma się „ewolucja ludu Bożego”.

Autor pesymistycznie zakłada sytuację, w której wskutek kolejnych mutacji i przeobrażeń Kościoła zadecydują ci, którzy stoją dziś na czele drogi synodalnej w Niemczech i Austrii. Wtedy powstałby katolicyzm ekumeniczno-feministyczno-genederowo-postępowy.

Prawdziwy Kościół to rzymski katolicyzm – konserwatywny, tradycyjny, stanowczy i często ciężki do przyjęcia. Ale taka jest wiara. Paradoksalnie twarde trzymanie się tej idei może wyjść nam wszystkim na dobre – owszem, z Kościoła odejdzie wielu, nawet jeśli nie większość, ale zostaną w nim ci prawdziwi katolicy, a nie tacy, którzy o Kościele przypominają sobie tylko przy okazji chrzcin, komunii, ślubów, pogrzebów i świąt dwa razy do roku.

Katolikami powinniśmy być na co dzień, a nie tylko od święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *