Dlaczego PIS-owi ciągle rośnie, a PO nie?

Gdyby przenieść polską politykę do świata filmów dla dorosłych, znajdziemy się w znanej fabułce, w której kurier bałamuci na stole w kuchni gorącą MILF, a jej mąż w pokoju obok niczego nie dostrzega i klepie coś na laptopie. PiS jest jak kurier grany przez Łysego z Brazzers, który bierze to, na co ma ochotę. Z kolei PO to koleś, który dużo gada w przydługim wstępie, a gdy przychodzi co do czego, to okazuje się, że żmudny korniszonek.

Dlaczego PiS ciągle rośnie, a PO nie?

Jak wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego na zlecenie Interii przez IBRiS, gdyby wybory do Sejmu odbyły się w najbliższą niedzielę, znów wygrałaby je Zjednoczona Prawica. Na obóz Jarosława Kaczyńskiego chce głosować 40,3 proc. pytanych.

Co ciekawe, drugie miejsce na podium kolejny raz zdobywa nie popularna przed laty PO, ale projekt Polska 2050 TVN-owskiego gwiazdora Szymona Hołowni (22,9 proc.). Koalicja Obywatelska plasuje się dopiero na trzecim miejscu (15,9 proc.), a jej poparcie zbliża się do tego, na które liczyć mogą niszowe ugrupowania o radykalnych poglądach jak Lewica czy Konfederacja.

I chociaż PiS i PO są w podobnym, sędziwym już wieku, to partia Jarosława Kaczyńskiego przeżywa drugą młodość niczym świeżo upieczony rozwodnik, który zaprzyjaźnił się z siłownią, rzucił używki i przeszedł na zdrową dietę, natomiast obóz Borysa Budki ma poważne problemy z potencją, których nie chce leczyć, bo udaje, że ich nie ma. Chociaż żona, czytaj wyborcy, wiedzą lepiej i mają na ten temat inne zdanie.

W czym tkwi sekret długodystansowej potencji PiS i dlaczego PO jest dla obozu rządzącego niczym polityczna viagra?

Viagra Obywatelska

Sukcesy obozu Jarosława Kaczyńskiego są powszechnie znane, więc nie będę ich kolejny raz wyliczał. Kto nie wierzy, niech włączy „Wiadomości”, tam wszystko zostanie mu wyjaśnione krok po kroku. Tymi sukcesami PiS zbudował sobie stałe mocne poparcie na poziomie ok. 30 procent, które czasem lekko idzie w górę, czasem w dół.

Kolejne punkty poparcia to już mniej betonowy elektorat, dla którego największym afrodyzjakiem jest… Platforma Obywatelska. Kolejne wpadki, wtopy i inne kompromitacje to od dłuższego czasu dla tej partii chleb powszedni.

Środowisko polityczne, które patrzy na wszystkich z góry i uważa się za kogoś lepszego od innych – czy to z obozu rządzącego, czy z opozycji – jest dla drużyny Jarosława Kaczyńskiego niczym popularna wśród bardzo dojrzałych panów niebieska tabletka.

Prawdziwa Prezydent i zakazane jabłko

Tak jak ludzkość zawdzięcza wygnanie z Raju Ewie, która połakomiła się na zakazane jabłko, tak pasmo spektakularnych porażek PO zapoczątkowała Małgorzata Kidawa-Błońska, które stała się symbolem tego środowiska. Z pozoru sympatyczni, ładnie ubrani, uśmiechnięci ludzi, tacy nowocześni, proeuropejscy, ze wzniosłymi hasłami na ustach. Jednak, gdy owe usta otworzą na dłużej, cały czas pryska.

Wpadki językowe, błędy logiczne, fake newsy, często wręcz kłamstwa – głównie w mediach społecznościowych, gdzie przez kilka godzin docierają do najtwardszego elektoratu, a gdy zostają demaskowane, szybko zostają kasowane, a ich autorzy udają, że nic się nie stało.

Słuchając wypowiedzi Izabeli Leszczyny, oglądając Borysa Budkę z polską flagą przyczepioną do góry nogami czy śledząc kolejne przygody duety Szczerba&Joński, pojawia się gdzieś we mnie nawet odrobina sympatii. Tacy mili państwo, trochę nierozgarnięci, ale w sumie to tacy pocieszni. To jedna strona medalu, powiedzmy jasna strona.

Druga, ciemna, to nienawiść i obsesja na punkcie PiS. Platforma Obywatelska, ustami takich polityków jak Radosław Sikorski czy Sławomir Nitras, zniechęca do siebie nawet największych wrogów PiS, którzy szukają swojego miejsca gdzie indziej. Stąd silna pozycja projektu Polska 2050.

Śmiem jednak podejrzewać, że z każdym kolejnym politykiem PO, który tam przejdzie, pozycja ta może się osłabiać, więc na miejscu Szymona Hołowni nie hulałbym tak z tymi transferami.

PO: PiS, PiS, PIS, PIS, PIS

Oczywiście w polityce nie chodzi tylko o wyżej wymienione niuanse. Aby przekonać do siebie wyborców potrzebne są nie tylko erudycja i regał książek za plecami podczas telewizyjnych wystąpień, ale autentyczność i zaradność. Wyborca chce mieć pewność, że polityk zrealizuje to, co obiecał. Tej autentyczności PO nie ma od kilku lat. Praktycznie odkąd przegrała wybory. I o ile PiS – mimo wielu wpadek i błędów – może wskazać, że zrobiło to i tamto, dzięki czemu temu i tamtemu żyje się lepiej, PO jest jak krowa, która dużo ryczy, a mało mleka daje.

I tym sposobem przechodzimy do najpoważniejszego problemu ekipy Borysa Budki – totalna opozycja ryczy, ale o niczym. Politycy Platformy nie mają praktycznie żadnego wystąpienia, w którym po 30 sekundach nie zaczęliby mówić „PiS, PiS, PiS”. Obstawiam, że za dwa lata ich głównych hasłem wyborczym będzie kultowe „przez osiem ostatnich lata…”.

Szkopuł w tym, że jak bardzo PiS nie wydawałoby się komuś przaśne, obciachowe czy zacofane, to jest jakieś, ma na siebie pomysł i oprócz poparcia ma jeszcze coś, czego nie ma PO – program.

Platforma przestała rozumieć Polaków

Z jednej strony Lewica może chwalić się poparciem wśród młodych, z drugiej Konfederacja ściąga tłumy na symboliczne piwko ze swoimi politykami. Spora część młodych popiera projekt Hołowni, inni bronią Zjednoczonej Prawicy. PO próbuje kusić młodzież wszelkimi sposobami – organizując kampusy, obiecując likwidację TVP, lansując się na protestach Strajku Kobiet lub marszach równości, chociaż, gdy byli przy władzy, nie zrobili nic szczególnego ani dla kobiet, ani dla społeczności LGBT.

W tym wszystkim jest jeszcze jedna grupa przyszłych młodych wyborców, o której nadal nie mówi się głośno. To tzw. pokolenie „mam wyjebane”. Mam wielu, wielu młodych znajomych, którzy mówią „a co to za różnica jaka partia? Wszyscy kradną. Z tą różnicą, że ci teraz dzielą się także z ludem„.

Polacy wyzbyli się już z kompleksów, które mieli w latach ’90. Drogi zegarek, stylowy garnitur i nażelowane włosy już nie wystarczą, aby przekonać do siebie coraz bardziej świadomego wyborcę, który staje się coraz bardziej pragmatyczny. Młodzi ludzie nie łudzą się, że pojawi się rycerz na białym koniu – którego wszyscy bardzo byśmy chcieli – i nagle politycy staną się krystalicznie uczciwi, a wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.

Wójt małej mieściny, prezydent dużego miasta, parlament sąsiedniego państwa, urzędnicy w Brukseli – wszędzie znajdą się czarne owce. Taki urok systemu, w którym funkcjonujemy i należy takie sytuacje potępiać, wyjaśniać, a odpowiedzialnych karać, ale mimo wszystko zawsze będzie to syzyfowa praca.

Świadomych wyborców bardziej niż to, kto z którego ugrupowania pochodzi, interesuje niskie bezrobocie, terminowa wypłata, wsparcie najbiedniejszych, inwestycje w polski biznes, a nie tłumaczenia, że mamy lotnisko w Berlinie. Żyjemy w bezwzględnych czasach i po dekadach bycia pod czyimś butem, Polacy oczekują władzy, które będzie potrafiła w razie potrzeby uderzyć w brukselski stół, a nie robiła laskę Merkelowej i mordercy Putinowi.

Taka jest nasza polska natura. Przekorna, buntownicza, zadziorna, często zadufana. Nie po to nasi przodkowie walczyli o naszą niepodległość, aby o sprawach Polaków decydowała Bruksela, Berlin, Paryż lub Moskwa, a nie Warszawa. Tego PO nie rozumie i to jest jej największy problem.

Platforma Obywatelska przestała rozumieć Polaków i nawet specjalnie nie ukrywa tego, że zrozumieć ich nie chce.

Im więcej PO, tym lepiej dla PiS

Jeżeli Platforma chce jeszcze cokolwiek znaczyć w polskiej polityce, przede wszystkim powinna zacząć słuchać Polaków, przestać uważać się za siódmy cud świata, wyleczyć się z obsesji na punkcie PiS i przygotować program.

Program, który mógłby być realnym zagrożeniem dla Zjednoczonej Prawicy, nie może być zapowiedzią likwidacji wszystkiego, co zrobiono przez ostatnich sześć lat. Powinien być kontynuacją tego, co dobre i odpowiedzialną reformą tego, co złe. Najlepiej wspólną, w ramach dialogu. Polacy chcą odpowiedzialnych polityków, którzy mogą wymieniać się w skutek decyzji wyborców urzędami, ale prowadzą wspólnie jednolita kontynuacją politykę, a nie co cztery lata rozgrzebują wszystko od nowa.

Taka będzie polityka przyszłości. Jeżeli PiS przegra kiedyś wybory, to z kimś kto nie będzie z PiS walczył, ale będzie chciał być managerem rządu, który będzie współpracował z każdym, kogo wybierze suweren – czyli również i z ekipą Jarosława Kaczyńskiego.

Tymczasem obóz Borysa Budki zachowuje się jak zadufany w sobie narcyz, który nie dorósł do poważnej relacji. Jest jak wylaszczony kolo z klubu, który może i wyrwie cię po kilku głębszych, ale gdy nazajutrz spojrzysz na niego w świetle dziennym, wiesz, że ślubu i dzieci z tego nie będzie.

W takiej formie PO jest dla PiS jak viagra – im jej więcej, tym większe poparcie dla ekipy rządzącej.

Obserwuj autora na Twitterze: twitter.com/starczyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *