HISTORIANEWSYTOP

Niezniszczalny. Rozmowy o Rotmistrzu Pileckim

Wydawnictwo Zona Zero przygotowało nie lada gratkę dla miłośników historii. Jarosław Wróblewski, badacz życia Witolda Pileckiego, rozmawia z ludźmi, na których osoba wielkiego Polaka i wielkiego patrioty odcisnęła trwały ślad. Dodatkowo książka “Niezniszczalny. Rozmowy o Rotmistrzu Pileckim” zawiera pierwszą biografię Rotmistrza, wydaną poza cenzurą w 1984 roku.

Rotmistrz Witold Pilecki – społecznik, uczestnik wojny z bolszewikami, konspirator, ochotnik do Auschwitz, żołnierz Powstania Warszawskiego, twórca antykomunistycznej siatki konspiracyjnej. W wieku 47 lat został zamordowany w więzieniu na Rakowieckiej. Przez dziesięciolecia był wymazany z polskiej historii. Do dziś nie ma swojego grobu.

Wpolskimmiescie.pl – obserwuj na Facebooku i dyskutuj z innymi czytelnikami

Płużański, Wysocki, Cyra. Rozmowy o Rotmistrzu Pileckim

Kim są rozmówcy Jarosława Wróblewskiego? Jak poznawali historię Witolda Pileckiego? Dlaczego tak silnie skrzyżowały się ich wzajemne losy? Kim stał się dla nich?

  • Prof. Wiesław Wysocki, historyk, autor m.in. pierwszej biografii rtm. Witolda Pileckiego, która ukazała się w drugim obiegu w 1984 r.
  • Dr Adam Cyra, historyk, pracownik i badacz Muzeum Auschwitz-Birkenau od ponad 50 lat, autor książek o rtm. Witoldzie Pileckim
  • Maria Serafińska-Domańska, kierownik Muzeum Pamiątek po Janie Matejce “Koryznówka” w Nowym Wiśniczu, dworze, w którym ukrywał się Witold Pilecki po ucieczce z Auschwitz
  • Grażyna Giec, synowa Wandy Giec – siostry rtm. Witolda Pileckiego
  • Krzysztof Kosior, wnuk Zofii Pileckiej-Optułowicz, prawnuk Witolda Pileckiego
  • Tadeusz Płużański, syn Tadeusza Płużańskiego, który był współpracownikiem rtm. Witolda Pileckiego w jego powojennej siatce konspiracyjnej
  • Jakub Sieradzki, wnuk Makarego Sieradzkiego, podkomendnego Witolda Pileckiego w Tajnej Armii Polskiej i powojennej siatce konspiracyjnej
  • Magdalena Janeczek-Tucznio, wokalistka zespołu Forteca – Walka Trwa
  • Aleksandra Kaiper-Miszułowicz, autorka wystawy o życiu Witolda Pileckiego w Muzeum – Dom Rodziny Pileckich w Ostrowi Mazowieckiej
  • Mateusz Luśnia, organizator Warszawskiego Marszu Rotmistrza

Wpolskimmiescie.pl – obserwuj na Instagramie i nie przegap nowych treści

Witold Pilecki

Tadeusz Płużański, syn współpracownika Witolda Pileckiego. Fragmenty książki:

Fragment rozmowy z Tadeuszem Płużańskim, synem Tadeusza Płużańskiego, który był współpracownikiem rtm. Witolda Pileckiego w jego powojennej siatce konspiracyjnej.

Przejdźmy do postaci Witolda Pileckiego. Jak tata go wspominał?

Był pod wielkim wrażeniem dowódcy, jego charakteru. Mówił, że takie cechy współcześnie rzadko się spotyka – że człowiek nie jest nastawiony na siebie, tylko na potrzeby drugiej osoby. Opowiadał, że Rotmistrz, czy to w jego obecności, czy innych osób, czasem wyglądał na nieobecnego. Jakby gdzieś odpływał.

Jak to można tłumaczyć?

Ojciec mówił, że wtedy Pilecki łączył się z Bogiem. Do końca życia określał go mianem świętego polskiego patriotyzmu.

Co tata jeszcze wspominał?

To, co jest jeszcze mało znane. Może się bowiem wydawać, że Rotmistrzowi łatwo było podejmować decyzje, tymczasem on się wahał, miał wątpliwości. Dzielił się z członkami swojej grupy pytaniami o dalsze działania, czy są jeszcze szanse na prowadzenie walki, wywiadu. Rotmistrz i pozostali mieli świadomość, że to się kiedyś skończy, że bezpieka wpadnie na ich trop. Czuli się śledzeni przez UB, obserwowane było mieszkanie państwa Sieradzkich przy ul. Pańskiej, gdzie był punkt kontaktowy grupy. Witold Pilecki to wszystko przeżywał, bo nie chciał narażać innych. Tata mi mówił, że namawiał go, żeby wyjechał do Włoch i już nie wracał. Ojciec się stanowczo na to nie zgodził.

Twój tata mówił w jednym z wywiadów, że odwaga Rotmistrza też się im udzielała.

Bez wątpienia. Uważali, że muszą przy nim trwać – bez względu na konsekwencje. Ojciec był pod wielkim wrażeniem Pileckiego jako dowódcy, człowieka, tego, który się poświęcił dla innych w Auschwitz i potem, po wojnie, znów się poświęcał. Przecież powrót Rotmistrza do kraju, w grudniu 1945 r. razem z Marią Szelągowską to była druga dobrowolna, ochotnicza misja Pileckiego.

Obaj byli wcześniej w Tajnej Armii Polskiej.

Tato należał do TAP, ale nie wiem, czy wówczas się spotkali. Moi dziadkowie – Wacław i Leokadia Płużańscy znali Makarego i Helenę Sieradzkich od przedwojnia. To były rodziny inteligenckie, nauczycielskie. Dziadek, kierownik Publicznej Szkoły Powszechnej nr 93, zatrudniał Helenę Sieradzką. A Sieradzcy znali Witolda, Makary też był w TAP. Ojciec mówił, że spotykał się z Rotmistrzem w różnych miejscach Warszawy – gdzieś na Polnej, przy placu Unii Lubelskiej, na Pańskiej 85 w mieszkaniu Sieradzkich, gdzie były rozdzielane zadania. Jeździł też do lasu, m.in. w Bory Tucholskie do Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”. Opowiadał mi też o montowaniu szlaków przerzutowych – grupa Witolda przerzucała na Zachód informacje i ludzi. Jedna z takich tras wiodła przez Szczecin, ale tato nie wypowiadał nazwy tego miasta. Do końca pozostał konspiratorem.

Mówił, że jako kurier przedostawał się do Włoch, do sztabu ich grupy, który znajdował się w Anconie, czyli do II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych. Jeździł przez góry, przez Podhale, m.in. szlakiem „Konrada”, czyli trasą Narodowych Sił Zbrojnych. Być może miał tam kontakt z Józefem Kurasiem „Ogniem”. Tata o nim nie wspominał, ale mówiły mi o tym osoby z Podhala. Ojciec jeździł też do szkół, rozmawiał z nauczycielami o tym, jakie są programy edukacyjne, czyli stopień sowietyzacji polskiej szkoły.

Były wówczas prowadzone w siatce konspiracyjnej Witolda ankiety wśród młodzieży, które analizowano i widziano już wtedy mocno niepokojące sygnały społecznego upadku moralnego. Odpowiedzią na taką postawę była „Odezwa do działaczy młodzieżowych”. Myślisz, że wspólne spotkania inspirowały do jej napisania?

Myślę, że pisali ją w trójkę z Witoldem Pileckim i Makarym Sieradzkim, którzy na pewno odpowiadali za zawarte tam wątki religijne. Może w tym ścisłym decyzyjnym gronie pomagała też Maria Szelągowska i ks. Antoni Czajkowski. Bardzo lubię fragment tej odezwy: „Idź i czyń dobrze. Dobroć jest moralnym wyrazem wyzwolenia człowieka spod panowania egoizmu. Pokonanie samego siebie jest najwyższym stopniem heroizmu. Miłość i przyjaźń ma przenikać nowe pokolenie polskie. W ekspansji miłości poza rodzinę, poza warstwę społeczną, ujawnia się prawdziwie wielki duch narodowy”. Tak, to było kolportowane i przerzucane na Zachód.

Ojciec opowiadał mi o jednej ze swoich misji kurierskich, kiedy – za nielegalne przekraczanie granicy – został aresztowany przez czechosłowackie służby i umieszczony w obozie przejściowym pod Pragą, skąd szczęśliwie udało mu się uciec.

Ostatecznie, w lutym 1946 r., dotarł do Ancony, ale tam nasz wywiad mocno go prześwietlał, bo wcześniej ojciec musiał zniszczyć meldunki i w II Korpusie składał ustny raport. Był młody, bez materiałów, więc długo sprawdzali jego wiarygodność.

Wszystko przebiegło pomyślnie i tato został zweryfikowany jako oficer polskiego wywiadu w stopniu podporucznika. Sytuacja grupy Pileckiego była tym trudniejsza, że w Anconie zmienili się ich przełożeni, ale to sprawa na oddzielny materiał – bada ją teraz mój syn Stanisław.

Wpolskimmiescie.pl – obserwuj na Twitterze i bądź na bieżąco

Witold Pilecki

“Witold Pilecki uważał za szaleństwo, całkowicie sprzeczne z misją powierzonych mu działań”

W śledztwie pojawił się też wątek zamachu, który ponoć planowali przeprowadzić ludzie Pileckiego na wysokich dygnitarzy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jak na to patrzysz?

Makary Sieradzki uważał to za realne, ale Witold Pilecki uważał za szaleństwo, całkowicie sprzeczne z misją powierzonych mu działań. Zamach był prowokacją bezpieki, zaproponowaną przez Wacława Alchimowicza i Leszka Kuchcińskiego. Celem zamachu mieli być ludzie z bezpieki, m.in. Romkowski, Brystygierowa czy Różański.

Twój tata miał kontakt z Leszkiem Kuchcińskim, który też był kiedyś w Tajnej Armii Polskiej. Od niego przyszedł ten pomysł zamachu?

Tak, znali się sprzed wojny. Tata relacjonował mi, że Kuchciński ze swoim kontaktem z centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – kapitanem Alchimowiczem (obaj w latach 30. należeli do ONR; Alchimowicz w czasie wojny zdradził AK i przeszedł do sowieckiej partyzantki na Grodzieńszczyźnie), bardzo naciskali na zamach, że mają przecież listę czołowych ludzi bezpieki i chcieli, aby ojciec przekazał to Pileckiemu. Może liczyli, że ojciec przekona Rotmistrza, któremu przecież nieobce były takie akcje – w Auschwitz chciał wywołać powstanie więźniów.

Jednak Witold Pilecki nie złapał haczyka. Tata opowiadał, że oczywiście chcieli pozbywać się funkcjonariuszy bezpieki, ale byli grupą wywiadowczą, nie mieli nawet broni. Kwestię zamachu bezpieka wykorzystała potem podczas procesu – „podbiła” zarzuty i wyroki. Członkowie siatki Pileckiego zostali oskarżeni o szpiegostwo na rzecz Andersa, a dzięki „raportowi Brzeszczota”, podrzuconemu przez Kuchcińskiego i Alchimowicza dołożono drugi główny zarzut, obciążony karą śmierci – zamachy, czyli że byli potencjalnymi mordercami.

Przecież dla żołnierza, który tyle zrobił dla Polski, określenie – szpieg obcego kraju, czyli zdrajca ojczyzny – jest bardzo bolesną zniewagą. Najgorszą.

Tak. I ojciec podczas procesu grupy w marcu 1948 r., a tak naprawdę do końca życia bardzo to przeżywał. Tłumaczył mi, że oni – polscy żołnierze, oficerowie wywiadu – nie byli żadnymi płatnymi szpiegami ani zdrajcami. Podczas wspomnianego procesu rewizyjnego w 1990 r. podkreślał, że nie życzy sobie takich określeń. Dlatego też nie zgadzał się na uniewinnienie, uzasadniając, że ani on, ani pozostali nie popełnili żadnego przestępstwa. W owym 1990 r. przed Najwyższym Sądem Wojskowym doprowadził do uznania stalinowskich wyroków za niebyłe. Ojca bolała jeszcze jedna kwestia: że ludzie, którzy wyjechali z PRL, również po marcu 1968 r. nie wrócili do wolnej Polski. Miał o to pretensje do prof. Leszka Kołakowskiego, Bronisława Baczki. Pamiętam, jak cieszył się, że w latach 2000. wrócił do kraju Jan Nowak-Jeziorański. Tacie nie mieściło się w głowie, że można żyć poza Ojczyzną. Bywałem u ojca w pracy w PAN-ie i mówił, że jego koledzy z Pałacu Staszica są bardzo czerwoni. Jeden z nich na początku lat 90. wytoczył nawet ojcu sprawę, że tata nazwał go szpiclem. (…)

Więcej przeczytacie w książce “Niezniszczalny. Rozmowy o Rotmistrzu Pileckim”.